To miejsce, którego zwiedzanie jest raczej niemożliwe. Wierzę jednak w Waszą siłę perswazji wobec wszelkich zarządców, administratorów, ochroniarzy, stróżów
i cieciów, dlatego "raczej", a nie "absolutnie". Magazyny Zakładów Mechanicznych URSUS - bo o nich mowa - mi osobiście skojarzyły się z wnętrzami radzieckiej bazy atomowych okrętów
podwodnych w Bałakławie na Krymie. Krótko
mówiąc: tony betonu okraszone pozostałościami po latach świetności fabryki, która niegdyś tętniła życiem - w czasach, gdy traktory miały zdobywać
wiosnę. Aktualnie zanosi się na to, że wiosnę zdobędą deweloperzy - na terenie zakładów w ciągu najbliższych kilku lat powstaną osiedla, w których zamieszka 30 tysięcy ludzi, powstaną nowe ulice, w tym szeroka aleja zwieńczona trójkątnym stawem itp. itd. Póki co jest jak jest, a szczęśliwcom dane jest poczuć resztki klimatu z czasów, gdy podziemi tych strzegł m.in. uwieczniony na oryginalnej tabliczce starszy magazynier Karasiewicz.